Jump to content
nie_problem

Czy zakład szewski to dobry biznes?

Recommended Posts

Są zakłady, które umierają śmiercią naturalną, ale są i takie, które kwitną, rosną w siłę, niektóre przekształcają się w sieci wielobranżowych punktów usługowych.

 

Pytania zachęcające do poszukiwań i dyskusji:

 


     
  • Czy własny zakład szewski w dzisiejszych czasach może być dobrą inwestycją?
  • Ile kosztuje wyposażenie?
  • Od czego zacząć?
  • Co jest niezbędne, a z czym można poczekać?
  • Co trzeba umieć? A może każdy może świadczyć usługi szewskie?

 

 

Wywiad pobudzający wyobraźnię :)

 

Szewska pasja

 

Paweł Pagacz

 

Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga

 

Firma F.H.U.M. "SPP" Paweł Pagacz jest laureatem konkursu „Mikroprzedsiębiorca Roku 2009”, który organizowany jest przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy.

 

- Organizując własną firmę wiedziałem że wszystko jest w moich rękach i jak nie będę pracował, radził sobie z utrudnieniami, szukał rozwiązań, alternatyw, pomysłów, to w prezencie nic nie dostanę – mówi Paweł Pagacz, właściciel sieci Zakładów Szewskich.

 

Czym zajmuje się Pana firma?

 

Działalność prowadzona ma w 90 proc. charakter usługowy, natomiast w 10 proc. jest to handel. Firma zajmuje się przede wszystkim naprawą obuwia, która obejmuje wymianę fleków, zelówek, obcasów, rozciąganie obuwia, wszelkiego rodzaju klejenia i szycia włącznie z wszywaniem zamków do obuwia i galanterii, wykonywanie uzupełnień, dziurek, "przyszczypków", nabijanie kapsli, napp, farbowanie, czyszczenie i konserwację obuwia. Wykonujemy również zabieg dezynfekcji obuwia oraz drobne poprawki krawieckie. Pozostała działalność to handel akcesoriami do obuwia, takimi jak: wkładki, sznurowadła, pasty, szczotki, łyżki, prawidła, wkładki profilaktyczno-ortopedyczne, środki do pielęgnacji stóp, wkładki i produkty żelowe do obuwia.

 

Skąd pomysł na taką działalność?

 

Firma powstała w 2003 roku i na początku zajmowała się handlem akcesoriami obuwniczymi i szewskimi. W 2005 roku działalność została zawieszona, po czym reaktywowała się we wrześniu 2007 roku jako " Zakład Szewski". Pomysł na " Szewca" zrodził się wcześniej’ natomiast historia jego wcielenia w życie była bardzo ciekawa. Moja siostra, która jest obecnie szewcem była w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej, samotna matka wychowująca czwórkę dzieci, bez wykształcenia miała duże problemy ze znalezieniem pracy. Przygodę z biznesem zacząłem jako handlowiec u mojego byłego pracodawcy, gdzie prowadziłem własną działalność świadcząc dla niego usługi marketingowo-handlowe, a później kierując działem sprzedaży na terenie Polski. Pracowałem w tym czasie w branży obuwniczo-szewskiej. Znając branże i widząc zainteresowanie i popyt na usługi szewskie, już wcześniej myślałem o otwarciu zakładu szewskiego. W święta Bożego Narodzenia 2006 powiedziałem rodzinie o tym pomyśle. Zaproponowałem siostrze by została szewcem i wspólnie ze mną otworzyła zakład szewski w Bochni. Bochnia na tamtą chwilę nie miała profesjonalnego zakładu, co pozwalało liczyć na zainteresowanie i popyt na usługi. Po krótkim zastanowieniu siostra zdecydowała się na moją propozycję. Zorganizowałem jej szkolenie u znajomego szewca, które trwało 3 miesiące. Po trzech miesiącach kolega stwierdził, że jest gotowa do samodzielnej pracy jako szewc i ma do tego predyspozycje. Wynajęliśmy, więc lokal, który sam wyremontowałem, zakupiłem profesjonalny sprzęt, narzędzia, umeblowałem, zakupiłem potrzebne materiały i towar do sprzedaży i rozpoczęliśmy działalność. Po pół roku zacząłem się zastanawiać, jak zwiększyć liczbę przyjmowanych butów. Wiedziałem, że istnieją punkty przyjąć w dużych miastach, Bochnia była jednak na to za mała. Doszedłem, więc do wniosku, że zbuduję sieć punktów przyjęć w miejscowościach gminnych powiatu bocheńskiego, tak się zaczęła budowa sieci. Na początku powiat bocheński, później ościenne aż do prawie całego woj. małopolskiego.

 

Co było dla Pana największą trudnością w momencie startu firmy, jak firma funkcjonuje obecnie?

 

Największe trudności stanowiły w zasadzie finanse, a zaskoczeniem był na pewno bardzo pozytywny odbiór przez klientów pomysłu i świadczonych usług oraz zapotrzebowanie na nie.

Zakład Szewski jako jedyny w Polsce świadczy usługi na taką skalę i w taki sposób. Nie dotyczy to samego zakładu, choć on również jest w pewnym sensie nowatorski, bo jako jeden z niewielu w Polsce zatrudnia kobietę szewca. Nowatorstwo dotyczy zorganizowanej i działającej przy nim sieci punktów przyjąć obuwia do naprawy. Sieć ta liczy obecnie 80 punktów, które umiejscowione są w gminach i małych miejscowościach na terenie woj., małopolskiego. Punkty znajdują się głownie w sklepach obuwniczych, jak również "ciucholandch", skalpach przemysłowych i punktach usługowych. Mieszkańcy tychże miejscowości nie muszą przemierzać dziesiątek kilometrów, tracąc czas i pieniądze, aby zawieźć buty do naprawy, do szewca, a dodam że zawód szewski jest wymierającym zawodem i szewca można znaleźć tylko w dużym mieście. Przedstawiciele zakładu, a jest ich obecnie dwóch, jeżdżąc małymi samochodami dostawczymi docierają do punktów systematycznie co trzy dni, przywożąc już naprawione buty i zabierając buty do naprawy. Punkty i przedstawiciele wyposażeni są w odpowiednie pudła do składowania i przewozu obuwia, aby zapewnić higienę, czystość i porządek oraz samo kopiujące druki ewidencji napraw z punktu. Każdy punkt posiada również identyfikatory numeryczne dla swoich klientów, z którym klienci zgłaszają się po odbiór butów. Z wszystkimi punktami są podpisane umowy zlecenia na przyjmowanie butów do naprawy. W ten sposób zakład dociera do klienta a nie czeka na niego zapewniając sobie ciągły obrót i prace. Dodatkowo jako jeden z niewielu zakładów w Polsce świadczymy usługi dezynfekcji obuwia przy użyciu "nano" technologii.

 

Czy polskie prawodawstwo ułatwia działanie ludziom przedsiębiorczym?

 

Pewno nie będę odosobniony, jeśli powiem że oczywiście nie, nawet nie tylko nie ułatwia ale wręcz utrudnia, niemniej jednak nigdy nie liczyłem na pomoc państwa. Wiedziałem że wszystko jest w moich rękach i jak nie będę pracował, radził sobie z tymi utrudnieniami, szukał rozwiązań, alternatyw, pomysłów, to w prezencie nic nie dostanę.

 

Co uważa Pan za największy sukces zawodowy i największą porażkę?

 

Największym sukcesem zawodowym jest dla mnie fakt że udało się stworzyć fajną, rodziną firmę, że robię to co kocham i co przynosi mi przyjemność i że w głowie mam jest jeszcze tyle pomysłów, natomiast za porażkę mogę uznać chyba tylko to, że za późno zacząłem pracować na własny rachunek.

 

Jakie problemy spotyka Pan w codziennej działalności biznesowej?

 

Głównym utrudnieniem, a raczej czynnikiem spowalniającym rozwój firmy są finanse. Nie jest ich na tyle dużo, aby w szybkim czasie zrealizować wszystkie plany. Niemniej jednak firma stara się obecnie o dofinansowanie z Urzędu Pracy w Bochni na doposażenie zakładu, refundacje jeśli chodzi o nowych pracowników, a chodzi przede wszystkim o osoby niepełnosprawne i stażystów. Planuję we wrześniu składać wniosek o dofinansowanie ze środków unijnych na rozbudowę firmy i zakup urządzeń, jak również startować w konkursie o tytuł Mikroprzedsiębiorcy Roku. Korzystam również z dostępnej pomocy bankowej. Oprócz tego większość prac remontowo-budowlanych, jak i naprawczych jest wykonywanych przez samych pracowników i rodzinę, co pozwala ograniczyć dodatkowe koszty. Kolejnym utrudnieniem, które się pojawia, jest brak wykwalifikowanej kadry pracowniczej, którą mógłbym zatrudnić. I tutaj, korzystając z doświadczeń, firma sama szkoli pracowników, bądź wysyła ich na szkolenia do zaprzyjaźnionych zakładów szewskich, uzyskując tym samym wykwalifikowanych i dobrych pracowników. Jako utrudnienie można uznać również rosnące ceny materiałów i narzędzi stosowanych przy naprawianiu butów. Aby łatwiej radzić sobie z nim, firma sama zaczęła importować materiały z zachodu i szukać alternatyw jeśli chodzi o stosowane materiały do napraw. Pozwala to w znacznym stopniu ograniczyć koszty przy jednoczesnym utrzymaniu ceny usługi. Wszystkie te działania podnoszą konkurencyjność, jak również prestiż firmy, dostarczając coraz to nowe grono zadowolonych i wiernych klientów i pozwalają optymistycznie patrzeć w przyszłość.

 

Gdyby udało się Panu pozyskać finansowanie, w jakim kierunku rozwinąłby Pan firmę?

 

Plany rozwoju są bardzo szerokie. Od stycznia 2009 zatrudniony jest nowy przedstawiciel, który buduje kolejną sieć punktów przyjąć, głównie w Krakowie i na północno-zachodniej części województwa małopolskiego. Według założeń ma ona liczyć docelowo od 100 do 120 punktów i obsługiwana być przez dwóch przedstawicieli. Dodatkowo firma planuje porozumieć się ze sklepami i hurtowniami obuwia i rozpocząć wykonywanie napraw reklamacyjnych obuwia. Na chwilę obecną już współpracuje z kilkoma sklepami i hurtownią z pozytywnym skutkiem. Firma ponadto wynajęła sąsiadujący obok lokal, który jest właśnie remontowany. Pomieszczenie to ma zostać wykorzystane na punkt dorabiania kluczy, wymiany baterii, i sprzedaż akcesoriów. Plan jego uruchomienia to jesień 2009 roku. Do prowadzenia tego punktu firma planuje zatrudnić osobę niepełnosprawną, przeszkolić ją we własnym zakresie, uzyskując tym samym dobrego i wykwalifikowanego pracownika, jak również dodatkowe środki finansowe.

Ze względu na dużą powierzchnię lokalu, drugą jego część firma chce wykorzystać na stworzenie punktu krawieckiego, nastawionego głównie na przeróbki skóry, wszywanie zamków do kurtek, oraz inne usługi krawieckie. Jeśli się uda to w dalszych planach jest również otwarcie w tym samym lokalu fryzjera i kwiaciarni. Plan jest taki, aby całościowo lokal pełnił rolę kompleksowego centrum usługowego, którego skład wejdzie naprawa obuwia wraz z siecią punktów przyjęć, dorabianie kluczy, usługi krawieckie, usługi fryzjerskie i kwiaciarnia oraz sprzedaż akcesoriów i produktów powiązanych.

Dodatkowo planuję ukończyć kurs rzeczoznawcy do spraw obuwia, i rozpatrywać reklamacje klientów, jeśli chodzi uszkodzenia butów, co podniesie renomę firmy, dostarczając jej kolejną pracę i profity.

 

Jaki wpływ na stosunki rodzinne ma wspólne prowadzenie biznesu?

 

Firma jest zdecydowanie firmą rodzinną, więc i jej wpływ na rodziną jest duży. Zatrudnieni są w niej, moja siostra- jako szewc, siostrzeniec i kuzyn jako przedstawiciele obsługujący punkty, oraz kilku przyjaciół rodziny. W pracy pomaga również młodszy siostrzeniec i moja żona, która zajmuje się sprawami "papierkowymi". Wszyscy żyjemy tą pracą i każde nasze spotkanie rodzinne zawsze o nią zahacza. Firma jest przyszłością zarówno dla mnie, mojej siostry, która jest w ciężkiej sytuacji, jak i naszych dzieci. Firma i praca wpłynęła bardzo pozytywnie na nas, nasze stosunki i sytuacje finansową. Kochamy tę pracę, co pozwala nam cały czas się rozwijać, tworzyć nowe rozwiązania i pomysły dla lepszego funkcjonowania zakładu.

 

Rozmawiała Anna Włudarczyk

 

http://owocebiznesu.pl/wywiady/pokaz/9596/Szewska%20pasja

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Swój mały biznes zaczęła po pięćdziesiątce

 

dfs.jpg?lsynhb

 

Jedni potrafią tylko narzekać, inni biorą sprawy w swoje ręce. Pani Kornelia Ludwiszewska jest przykładem osoby, która nie poddała się. Nie dość, że postanowiła założyć własną firmę, to na dodatek w branży kojarzonej raczej z mężczyznami.

 

Z zawodu jest cholewkarzem. Rok temu postanowiła się przekwalifikować i zostać szewcem-kaletnikiem. O naukę nowego zawodu zadbała sama. Przez sześć miesięcy odwiedzała wieczorami zakład brata, gdzie nabierała doświadczenia w nowym fachu.

 

 

 

– Przez ostatnie dziesięć lat opiekowałam się chorą mamą. Przez ten czas wyszłam z branży. W końcu musiałam zacząć coś ze swoim życiem robić. A że mam brata , który jest szewcem-ortopedą miałam okazję nauczyć się zawodu pokrewnego do wcześniejszej specjalizacji.

 

 

 

Zaczęliśmy się zastanawiać nad ewentualną konkurencją i stwierdziliśmy, że w mojej okolicy podobnych usług w ogóle nie ma. Najważniejsze było znalezienie odpowiedniego lokalu. Udałam się do prezesa spółdzielni z prośbą o pomoc. Myślałam, że może jakaś piwnica, jakiś pustostan. .. Prezes powiedział, że jest szansa jeżeli uda mi się zamknąć zsyp – opowiada pani Kornelia.

 

 

 

I tak zaczęło się tworzenie własnego interesu. Łatwo nie było. Na początek trzeba było przekonać sto osiemdziesiąt rodzin , żeby podpisali się pod zgodą na zamknięcie zsypu . W końcu udało się otrzymać zgodę poprzez walne zgromadzenie spółdzielni. To był przełomowy moment dla istnienia działalności pani Ludwiszewskiej.

 

 

 

- Przygotowanie w nowej branży i lokal to bardzo dużo. Ale nie można otworzyć zakładu bez odpowiedniego sprzętu. Jako wieloletnia bezrobotna zaczęłam się ubiegać o dofinansowanie z urzędu pracy. Okazało się, że na bieżący rok środki są już wyczerpane. Nawet nie myślałam, żeby teraz się poddać. Zaczęłam się zastanawiać nad jakąś pożyczką, kredytem. Okazało się, że znalazły się dla mnie pieniądze. Jako wieloletnia bezrobotna i już osoba w dojrzałym wieku otrzymałam dofinansowanie z puli Ministra Pracy. Na miejsce przyjechała pani z urzędu pracy, następnego dnia otrzymałam potwierdzenie, że otrzymam dofinansowanie. I udało się, chociaż wiele osób myślało że w moim wieku nie mam szans, że po pięćdziesiątce to zostaje różaniec w ręce i modlitwa… A ja poszłam na kurs biznesu.

 

 

 

Szkolenia w urzędzie pracy, założenie własnej działalności… tak machina ruszyła. Choć na drodze pojawiały się różne przeszkody, nasza bohaterka nigdy nie zwątpiła.

 

- Po otrzymaniu dofinansowania jest miesiąc na zakup sprzętu. Maszyna której potrzebowałam – wielofunkcyjny kombajn szewski- jest bardzo droga i nie można kupić jej na miejscu w Toruniu. To było trudne do realizacji, ale nagle coś we mnie wstąpiło i wszystko szło po mojej myśli - wspomina.

 

- Tutaj ma pani polerkę do białych butów, tu do brązowych. Pięknie poleruje – demonstruje maszynę pani Kornelia. – Ta maszyna robi praktycznie wszystko: obcasy, czubki, szlifuje, poleruje.

 

 

 

- Chyba rzadko można spotkać kobietę szewca? - pytam. – Nawet pani nie wie ile musiałam wszystkich przekonywać, że to ja sama naprawiam buty. Większość myślała, że tylko je przyjmuje. Ja sama nie myślałam, że tak polubię tą pracę. W sumie to kontynuacja rodzinnej pasji. Mój tata przez czterdzieści lat był szewcem, wytwarzał nowe obuwie, a brat jest szewcem-ortopedą. No i bratowa, tak naprawdę ona mnie przyuczyła i pokazała, że można w tej branży się odnaleźć.

 

 

 

Na początku było trochę obawy. Chyba jak w każdej branży. Czy będą klienci, czy ktoś przyjdzie, się zainteresuje. – I czy reklamacji nie będzie. Dla mnie najważniejszy był pierwszy miesiąc. Póki co – odpukać – zwrotów nie było i wszyscy klienci są zadowoleni. A ja odżyłam! Mogłabym tu cały czas siedzieć i pracować, czasem się martwię czy utrzymam się finansowo. Ale jakoś chyba będzie… Najważniejsze jest uwierzyć w to, że można coś zrobić i przystąpić do działania. Jeżeli nie spróbujemy nigdy nie przekonamy się, czy to był dobry pomysł. Ja cieszę się, że spotkałam tylu życzliwych ludzi na swojej drodze, którzy pomogli mi spełnić marzenia. Dzięki gospodarzowi bloku, pomocy Powiatowego Urzędu Pracy, rodzinie, udało się. No i jestem „na swoim”.

 

http://www.mmtorun.pl/artykul/swoj-maly-biznes-zaczela-po-piecdziesiatce

 

 

I wpis blogowy - nieco inna perspektywa:

http://llooka.blogspot.com/2010/10/ginace-zawody-szewc.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Co jest niezwykłego w zawodzie szewca?

 

Niezwykłe jest to, że robię to, co moi przodkowie. Naprawiając buty, czuję obecność moich przodków, gdyż mam świadomość, iż oni także, może w innych okolicznościach i warunkach, ale wykonywali ta samą pracę. Między innymi właśnie to wpływa na fakt, że kocham tą pracę i po wyjściu z warsztatu nie mogę się doczekać, by tam wrócić.

 

Dlaczego został Pan szewcem?

 

Zawód ten w mojej rodzinie przechodził z pokolenia na pokolenie. Mój dziadek zaczął tą piękną tradycja przekazywania tego zawodu z ojca na syna i trwa ona po dziś dzień. Mam głęboką nadzieję, iż ten zawód nie zaginie w mojej rodzinie.

 

Jaką drogę przebywa początkujący szewc, by w końcu zostać Mistrzem Szewstwa?

 

 

Najpierw należy się nauczyć wykonywać podstawowe elementy rzemiosła szewskiego. Wtedy należy praktykować przez trzy lata i przygotowywać się do testu teoretycznego oraz próby praktycznej. Po ich pomyślnym zaliczeniu otrzymujemy tytuł Czeladnika i możemy oficjalnie otworzyć zakład. Jeżeli ktoś ma wolę rozwijać się dalej, może wtedy po kolejnych 5 latach bycia Czeladnikiem, ubiegać się o tytuł mistrzowski. Egzamin ten jest bardzo trudny i tylko nieliczni go zdają. Jestem jednym z tych nielicznych, którym się to udało i mogę się szczycić tytułem Mistrza Szewstwa.

 

 

 

Ma Pan jakieś certyfikaty?

 

Oczywiście. Posiadam dyplom mistrzowski oraz dyplom czeladniczy.

 

Czy Pańscy przodkowie także trudnili się tym zawodem?

 

Korzenie tego zawodu w mojej rodzinie sięgają 1904 roku, kiedy to mój dziadek oficjalnie rozpoczął praktykę szewską. Od tego czasu umiejscowienie naszego rodzinnego zakładu szewskiego nie zmieniło się. Ciągle jest on na Kolskiej 31. Jestem dumny z faktu iż mogę pracować w zakładzie, który założył mój dziadek. Mój tata przejął po swoim ojcu zakład, narzędzia oraz wypracowane przez lata metody obróbki. Ja również je odziedziczyłem.

 

Jak wygląda Pańska codzienna praca?

 

Pracuję w godzinach od 9.00 do 18.00 i cały czas naprawiam buty. Kocham te pracę i nie wyobrażam sobie, bym mógł robić coś innego. Pracę zaczynam od sprawdzenia stanu obuwia naprawionego dzień wcześniej i ewentualnych poprawek. Następnie uporządkowuję miejsce pracy, a potem zabieram się do obecnych prac. Do których przede wszystkim należy naprawa i renowacja butów.

Jak wygląda sam proces naprawy buta?

 

 

 

Buty naprawia się w różnoraki sposób, zależnie od uszkodzonej części buta. jako przykład podam wymianę obcasa. Na początku należy zdemontować stary obcas. Później należy dopasować nowy w zależności od wysokości, szerokości oraz preferencji klienta. Pod koniec montuje się go na stałe za pomocą śrub szewskich.

 

Jakie cechy powinny odznaczać szewca?

 

Każdy szewc powinien być dokładny a także pracowity, gdyż nad każdym butem spędza się nawet po parę godzin. Również trzeba być sumiennym, żeby z chirurgiczną dokładnością dopracowywać detale każdego buta.

 

Z zawodem Pana związanych jest wiele powiedzeń. Które z nich jest Pana zdaniem najciekawsze?

 

Moim zdaniem do najciekawszych powiedzeń na temat szewców należą: „szewc bez butów chodzi”, „pić jak szewc” i „szewski poniedziałek”. Pierwsze było związane z tym, że w zamierzchłych czasach rzemieślnicy byli tak biedni, że nierzadko brakowało im pieniędzy nawet na własne wyroby. Kolejne odnoszą się do suto zastawianych biesiad, które pomagały zapomnieć szewcom o trudach codziennego życia. Nierzadko zdarzało się tak, iż szewcy przychodzili do pracy na następny dzień pod wyraźnym wpływem alkoholu.

 

Jaki jest największy, a jaki najmniejszy numer buta, który Pan naprawiał?

 

Najmniejszy rozmiar to 21, a największy to 48. Widać więc dużą rozbieżność w wieku mojej klienteli.

 

Dziękujemy za rozmowę.

 

http://www.osobliwosci-turku.yoyo.pl/articles.php?id=8

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie - tradycja, certyfikaty, dyplomy ...

 

Ale czy przypadkiem to nie jest kierunek?

 

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=mNPz2DfQjh8

 

 

Type_naam_hier6531.jpg

 

hardo1.jpg

 

Type_naam_hier6527.jpg

 

Under_construction_testing6217.jpg

 

 

 

Wydaje się, że nowoczesne maszyny szewskie potrafią już niemal wszystko ... Wszak przeciętnemu klientowi zależy na czasie, dobrej cenie i trwałym efekcie - niekoniecznie na ręcznej robocie.

 

Co myślicie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ręczna robota ma to coś, a maszynowa? sami wiecie.

Żałuje wielce ze po śmierci mojego dziadka, wyposażenie zakładu szewskiego zostało rozebrane przez znajomych i rodzinę...ehhh

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim skromnym zdaniem ...

Globalizacja i nawet rynek lokalny dojrzały do tego że śmiało można się ściśle tylko pokrewnie ukierunkować ..

Samo nasze forum wskazuje że możliwości techniczne warsztatu wcale nie kończą się na Vilbrze i Buwi :)

Jak pooglądać nawet same blogi podawane w osobnym temacie - to pole jest przeogromne do popisu .

Sama w sobie sztuka szewska to sztuka i wymaga jednak lat praktyki w zawodzie - ale tuż obok ..Czemu nie ? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pytania zachęcające do poszukiwań i dyskusji:

 


     
  • Czy własny zakład szewski w dzisiejszych czasach może być dobrą inwestycją?
  • Ile kosztuje wyposażenie?
  • Od czego zacząć?
  • Co jest niezbędne, a z czym można poczekać?
  • Co trzeba umieć? A może każdy może świadczyć usługi szewskie?

 

 

1) Myślę, że tak. W branży pracuję od 15 lat, warsztat szewski prowadzę od 4 lat, pod swoim nazwiskiem od 2 lat - zainwestowałem w niego mnóstwo: energii, serca, czasu, ... i pieniędzy. Jednak jest to inwestycja dłuuuuuuugo terminowa... i nie ma co spodziewać się szybkich, dużych pieniędzy (no jeszcze zależy co rozumiemy przez "duże pieniądze"), ja na aspekt finansowy nie narzekam...

 

Powiem wam szczerze, pracuję sam i momentami jest ciężko praca 10 - 14 godzin 6 dni w tygodniu...

 

Ale ja po prostu kocham tą robotę...

 

2) To bardzo szeroki temat... w zależności od posiadanych funduszy (nowe czy używane)

 

jeżeli chodzi o najdroższy ze sprzętów w warsztacie "zczyszczarkę" polecam polską firmę IRLEH

http://www.irleh.pl/maszyny_szewskie.html

ceny powalają ale ja mam najtańszą z nich IR 36 + frez i pyłochłon wystarcza w zupełności

 

następnie maszyna do szycia "łaciarka" nie znalazłem importera takich maszyn (bo z tego co się orientuję nie ma Polskich łaciarek) pracuję na 20 letnim Singerze, szczerze mówiąc nie szukałem zbyt intensywnie bo nie mam na nią funduszy na nową http://www.szewskie.com.pl/laciarka_szewska.html

 

potem reszta: kopyto, rozciągarka do butów, młotek, noże itd........

http://www.hurtszewski.com

http://szewski.pl/

http://szewex.pl

 

no i oczywista oczywistość stołek szewski "zydel" :D żeby było na czym klapnąć gdy podliczy się koszty sprzętu, który chciałoby się mieć... :wacko:

i dlatego lepiej kupić używany sprzęt, często stojący u "babci Felci po dziadku Felku" na strychu lub piwnicy i z czasem zamieniać go na nowszy model :rolleyes:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za garść informacji. Teraz będę przeglądał i oglądał :)

A chwilę później będzie milion kolejnych pytań :)

 

Patrząc na godziny pracy, w istocie bez pasji ani rusz.

Z tego co zdążyłem się zorientować, Ty pracowałeś w zawodzie lat naście zanim zdecydowałeś się na swój biznes. Doświadczenie ogromne i wszystko jak trzeba.

 

Wiem, że są jednak i tacy, którzy łatwe prace wykonują sami, a trudniejsze zlecają lepszym od siebie. No znam bynajmniej taki przypadek. Czy to standard w tej branży? Czy to jednak ewenement?

 

Czy człowiek bez większego doświadczenia w zawodzie, może wystartować z powodzeniem?

Przecież te maszynki chyba tak naprawdę wszystkiego nie zrobią :) Zawsze mi się wydawało, że wiedza zdobyta na drodze doświadczenia i praktyki to w tej profesji absolutna podstawa.

 

Jak to widzisz od strony warsztatu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czy człowiek bez większego doświadczenia w zawodzie, może wystartować z powodzeniem?

Przecież te maszynki chyba tak naprawdę wszystkiego nie zrobią :) Zawsze mi się wydawało, że wiedza zdobyta na drodze doświadczenia i praktyki to w tej profesji absolutna podstawa.

 

Często spotykam się z opinią: "co to tam taki szewczyk, tu wsunie trochę kleju, tam klepnie fleka, resztę zrobi maszyna i gotowe"...... :blink::lol::lol::lol: chciałbym zobaczyć te osoby przy takiej pracy... :o

 

Standardowe naprawy: fleki stanowią ok. 50% napraw i zgodzę się, że przy odrobinie chęci i determinacji można wykonać je "domowym sposobem"

Pozostałe 50% to naprawy: zelówki, podeszwy, łaty (w różnych konfiguracjach), klejenia (w różnych konfiguracjach), szycia (w różnych konfiguracjach), wymiana stalek, obcasów (w różnych konfiguracjach), wymiana zamków, zapiętki, futrówki........itd itp :rolleyes: do tej kategorii radzę zasięgnąć rady "starszego" kolegi z branży B):D

 

Jednak podstawowym kryterium doboru materiału, sposobu naprawi i fachowca jest: :o

 

OCZEKIWANY EFEKT KOŃCOWY CZYLI STANDARD WYKONANEJ USŁUGI a z tym - wierzcie mi - bywa różnie :wacko:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pytania zachęcające do poszukiwań i dyskusji:

 

 

Od czego zacząć?

 

Moim zdaniem najlepszym sposobem rozpoczęcia "przygody" z szewstwem jest pójście na staż (dawniej na TERMINATORA) do już istniejącego Usługowego Zakładu Szewskiego. Ja miałem to szczęście, że jest to u nas biznes rodzinny (co prawda jedno pokoleniowy) mój Tato jest Mistrzem Szewstwa z 68 to nie pomyłka) latami doświadczenia w zawodzie, mój Wujek jest szewcem i to właśnie po nim przejąłem warsztat - samodzielnie odremontowałem, powoli wstawiłem - i o ile pozwala na to budżet - inwestuję w nowy sprzęt.

 

Jak pisałem wyżej

Jednak jest to inwestycja dłuuuuuuugo terminowa... i nie ma co spodziewać się szybkich, dużych pieniędzy (no jeszcze zależy co rozumiemy przez "duże pieniądze")

 

Szewstwo jest zajęciem, które można kochać lub nienawidzić.....ja osobiście zaliczam się do tej 1-ej grupy i mam cholerną satysfakcję z tego co robię (w pracy spędzamy przecież sporą część naszego życia). :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Jednak podstawowym kryterium doboru materiału, sposobu naprawi i fachowca jest: :o

 

OCZEKIWANY EFEKT KOŃCOWY CZYLI STANDARD WYKONANEJ USŁUGI a z tym - wierzcie mi - bywa różnie :wacko:

 

 

No właśnie ująłeś to jak trzeba - meritum sprawy. Od kilkunastu lat mam do czynienia z naprawami reklamacyjnymi obuwia sportowego i z jednej strony widziałem, tak niesamowicie odtworzone lico skóry, że śladu niemal nie było. Zaś z drugiej strony widziałem, tak absurdalne rozwiązania, że ręce opadały.

 

Ja wiem, że nie zawsze da zrobić się ładnie, a ma być przede wszystkim trwale, ale podobne usterki jeden fachowiec potrafi usunąć, tak że ręce składają się do oklasków, zaś inny tak, że w kontakcie z klientem warto kask założyć :)

 

No właśnie - czy najtrudniejsze do usunięcia usterki to właśnie pęknięcia lica cholewki i wszycie nowego zamka w obuwie?

Mógłbyś rozpisać czynności od najłatwiejszej do najtrudniejszej?

 

Przepraszam, że męczę, ale bardzo mnie to ciekawi SIR :)

 

Apropos - uszkodzone, wyrwane lico (nie byty, ale co tam) :

 

Przed naprawą:

selle+010.JPG

 

Po naprawie:

selle+068.JPG

 

W trakcie:

selle+013.JPG

 

selle+049.JPG

 

selle+063.JPG

 

selle+068.JPG

 

 

Cała fotorelacja z opisem tu:

http://tictac-cordonnier.blogspot.com/2011/12/selle-dequitation-reparation-de-lusure.html

 


 

A tu wszycie zamka w butych, które zamka nie posiadały. W ogóle nie wiedziałem, że tak można :)

 

Przed robotą:

modification+pose+d%27eclair+015.JPG

 

 

Po robocie:

modification+pose+d%27eclair+086.JPG

 

Cała relacja z prac:

http://tictac-cordonnier.blogspot.com/2010/10/handicap-modification-transformation.html

 

pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem najlepszym sposobem rozpoczęcia "przygody" z szewstwem jest pójście na staż (dawniej na TERMINATORA) do już istniejącego Usługowego Zakładu Szewskiego. Ja miałem to szczęście, że jest to u nas biznes rodzinny (co prawda jedno pokoleniowy) mój Tato jest Mistrzem Szewstwa z 68 to nie pomyłka) latami doświadczenia w zawodzie, mój Wujek jest szewcem i to właśnie po nim przejąłem warsztat - samodzielnie odremontowałem, powoli wstawiłem - i o ile pozwala na to budżet - inwestuję w nowy sprzęt.

 

Jak pisałem wyżej

 

 

Szewstwo jest zajęciem, które można kochać lub nienawidzić.....ja osobiście zaliczam się do tej 1-ej grupy i mam cholerną satysfakcję z tego co robię (w pracy spędzamy przecież sporą część naszego życia). :)

 

I mi się wydaje, że staż o dobrego fachowca to absolutna podstawa. A ludzie, którzy z uśmiechem idą do pracy to niewątpliwie szczęśliwi ludzie - gratuluję i tak trzymać :)

 

No i właśnie - powiem szczerze, że też trochę się rozglądałem za materiałami, publikacjami z szewstwem związanymi. Ale poza archwiwalnymi pozycjami naprawdę ciężko cokolwiek upolować w wersji PL :(

 

Jak młode pokolenie szewców z powołania nie ruszy tematu, to chyba jeszcze długo nic się nie zmieni.

 

pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
No właśnie - czy najtrudniejsze do usunięcia usterki to właśnie pęknięcia lica cholewki i wszycie nowego zamka w obuwie?

Mógłbyś rozpisać czynności od najłatwiejszej do najtrudniejszej?

 

jeżeli chodzi o usterki z powyższych zdjęć to zdecydowanie trudniejsze jest wstawienie zamków szczególnie z przodu cholewki -zazwyczaj suwaki wstawiamy od wewnętrznej strony cholewki - jednak w tym konkretnym przypadku nie można było postąpić inaczej bo z boków cholewki wstawione są gumki (można by usunąć wewnętrzną gumkę wstawić zamiast niej skórę z futrówką i wtedy wstawić zamek boczny) te dwa możliwe rozwiązania ostatecznie można rozważyć trzymając buta w rękach po konsultacji z klientem. Boczne byłoby trochę bardziej praco i czasochłonne ale nie każdy lubi przednie zamki CO KTO LUBI :) Poza tym ja wstawiam zamki plastikowe POLSKIE (to jest bardzo ważne) są dużo mocniejsze i wytrzymalsze niż dzisiejsze metalowe.

 

Jeżeli chodzi o pęknięcie np cholewki to zależy gdzie jest pęknięcie, mimo to jest to prostsza operacja - choć nie zawsze... :unsure:

 

Rozpisanie wszystkich operacji wykonywanych w szewstwie pod względem trudności :wacko: ...hmmm.... chyba awykonalne, choć nic straconego w trakcie wstawiania kolejnych sesji w MOIM KACIE B):D można stworzyć jakiś ranking.

 

a tak na marginesie bardzo fajna strona, szkoda, że nie po naszemu. mimo googlowego tłumaczenia trzeba improwizować przy czytaniu :wacko::rolleyes:

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie - strona fajna, ale nie po naszemu ! To przez Was Szewców, nie ma takich informacji po naszemu ! :)

No, ale czuję, że powoli się to zmienia - haha :)

 

pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

... hmmm.... :rolleyes:

 

z drugiej strony, może to lepiej, że nie ma takich stron... :huh:

 

W Polsce mamy mocno wryty w kulturę (myślę, że tak) KULT ZŁOTEJ RĄCZKI...

 

Staszek (nie, nie J-23... inny) jest z wykształcenia np. piekarzem, pracuje jako szewc ale dorabia jako ochroniarz, w soboty naprawia zazwyczaj z 2 - 3 samochody, w niedziele zaraz po kościele układa glazurę i podłącza elektrykę (uprawnienia... po co mu uprawnienia), w poniedziałek "szewski poniedziałek bije prosiaki bo ma 45 zł od łba, zaraz potem idzie spawać - bo na ślusarstwie zna się jak nikt inny....... no i spawa tą lawetę bo przecież zzaliczkował już golfa III u turka pod Berlinem.....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taka jest proza życia w Pl Krizg niestety .

Dopóki ludzie nie będą należycie wynagradzania a mniej opodatkowani tak się będzie działo :(

Bogatszy naród to lepsze towary i wcale nie oznacza to braku pracy dla innych wręcz odwrotnie i widzę to ciągle poza granicami naszego kraju . W samych Niemczech w nieomal każdym dużym supermarkecie jest szewc i ma pracy od groma - tyle że nie naprawia tekturowych butów bo nie jest introligatorem .

Share this post


Link to post
Share on other sites

ADMIN PRAWDZIWYCH SZEWCÓW JUŻ NIEMA ZOSTALI TYLKO WYMIENIACZE FLEKÓW TAKA PRAWDA SMUTNA PRAWDA !!!!!!!!!!

Edited by AXE316
Wszyscy widzą ;) niema potrzeby pisania literami wielkości transparentu z czasów świetlanego PRLu .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dokładnie, teraz prawie tylko wymieniacze fleków zostali ale to tylko dlatego ze nie ma szkół , sam uczę się od innego szewca który tez przyuczał sie od kolejnego. I tak juz zostanie. "Nie ma szkół nie ma fachowców"  :(  sam wymieniam fleki a chciałbym się nauczyć robić buty od podstaw , tylko ze brak czasu bo robota od rana do wieczora :(

A wrzuce coś taka szybka naprawa

 

post-1555-0-19618800-1390335085_thumb.jpgpost-1555-0-00003100-1390335110_thumb.jpgpost-1555-0-65352100-1390335123_thumb.jpgpost-1555-0-47957100-1390335138_thumb.jpg

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gitarra !!!

Co do nauki, to najlepszą szkołą jest praktyka, a dopalaczem determinacja.

Brak czasu to wygodna wymówka. Przez to do dziś nie nauczyłem się angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego i esperanto :)

Dziś podstawy znajdziesz w książkach, masy rzeczy nauczysz się z filmów i materiałów zamieszczonych w sieci (poszperaj na forum).

Uczyć można się w Budapeszcie, na Wyspach można i u nas jak ktoś się naprawdę postara. Moim zdaniem możliwości są.

 

Ci, którzy postawią sobie cel i etapowo będą do niego dążyć, moim zdaniem go osiągną i basta. Nie ma siły. Trzeba mocno chcieć i działać. Tylko, albo aż tyle. Zależy od podejścia :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.